W zasadzie mógłbym się podpisać pod większością postów, ale pod czym konkretnie wyjaśnię poniżej:
Jak miałem mniej niż 10 lat, to nie byłem oszczędny w ogóle. Potrafiłem dostać 2 dychy od babci, od razu pójść do sklepu i po paru minutach wrócić z garściami pełnymi słodyczy i pozbawionymi choćby grosza. Moja nauka oszczędzania zaczęła się w wieku 11 lat, gdy pojawiła się realna perspektywa kupna komputera. W zasadzie tylko dzięki temu, że nie wydawałem kasy na różnego rodzaju zabawki mogłem po 2 latach cieszyć się z upragnionego sprzętu i przyznam szczerze że świadomość tego, jak wiele można zyskać dzięki oszczędzaniu zafascynowała mnie do tego stopnia, że już nigdy nie wróciłem na ścieżkę "momentalnie upłynniającego swoje dochody".
Później powstrzymywałem się przed wydawaniem większych pieniędzy, kierując się również obawami typu, "karta graficzna może się zjarać, płyta główna może się zjarać, twardziel też w sumie może się zjarać, więc trzeba być na to przygotowanym"

. Co ciekawe, ponoć taką skłonność do oszczędzania na sprzęt odziedziczyłem po ojcu. Moja matka bardzo lubi powtarzać, że "on mógł nawet w dziurawych butach chodzić, ale komputer musiał sobie kupić"

. Zresztą ja też nigdy nie lubiłem kupować ubrań. Poza tym bardzo często kalkulowałem na co i ile wydawać, przez co znajomi mieli mi trochę za złe, że nie wychodzę z nimi tu i ówdzie tak często jak by tego chcieli, tłumacząc się brakiem pieniędzy (w rzeczywistości nigdy nie miałem problemów z brakiem gotówki, tylko po prostu racjonowałem wydatki).
Z drugiej jednak strony nie mam potrzeby posiadania wielkiego bogactwa materialnego. I nawet jeżeli będę miał kiedyś "forsy jak lodu", to nie zamierzam kupować sobie willi, markowych ciuchów, czy luksusowego samochodu. Raz że nie lubię wszelkiego rodzaju szpanu, dwa że coś takiego przyciąga ludzi pustych, którzy będą cię darzyć sympatią tylko dlatego, że masz fajną furę, skórę i komórę

. Wolę ukrywać przed innymi swój stan posiadania i sprawiać wrażenie biedniejszego niż jestem w rzeczywistości. Preferowałbym raczej jakoś konkretnie zainwestować takie pieniądze. Marzy mi się np. budowa szkoły muzycznej z prawdziwego zdarzenia, czyli nie takiej typowej archaicznej, uczącej kolejne tabuny wiolonczelistów, pianistów, czy innych trąbkarzy, tylko zajmującej się kształceniem, w zakresie produkcji muzyki elektronicznej, a więc bardzo praktycznej i nowoczesnej, dostosowanej do wymogów współczesnego rynku.
Co do kwestii fajna praca/fajna płaca to powiem tak. Z jednej strony nie sądzę, abym mógł zajmować się tym, czego nie lubię. Nie robię nic na siłę i jeżeli coś mi nie odpowiada, to rzucam to w cholerę, choćby mi mieli za to ofiarować majątek templariuszy. Z drugiej jednak - gdyby nie fakt, że to czym się zajmuje może przynieść sensowne dochody, to szczerze mówiąc - może nie tyle co olałbym to, ale poświęcałbym na to znacznie mniej czasu, mniej by mnie to interesowało i nie kreśliłbym planów do realizacji. Nie lubię robić czegoś dla samej idei. Jeżeli poświęcam na coś swój czas i energię i nie jest to źródło rozrywki, tylko jakiś projekt do zaprezentowania ludziom, to bez perspektywy profitów nie mam ochoty na zajmowanie się tym. Preferuję po prostu łączenie przyjemnego z pożytecznym. Praca ma mi pasować, ale i praca ma być dobrze płatna. Tyle.