Ulka, zdaję się, że przechodzisz etap wspólny większości intro

Zaczynasz zdawać sobie sprawę z dwóch rzeczy: tego, jaka jesteś i tego, jak postrzegają Cię inni. Najogólniej mówiąc z tego bierze się uczucie rozdwojenia, a dalej niepokoju. Nie chcę zabrzmieć jak tania wyrocznia, ale naprawdę wszystko zależy teraz od Ciebie i Twojego nastawienia. Piszesz, że obawiasz się, że nie sprostasz oczekiwaniom innych wobec Ciebie. Możesz nie sprostać, biorąc pod uwagę fakt, że jak napisałaś bardzo często odbierają Cię jako osobę towarzyską, nadmiernie otwartą itd. Ty taka nie jesteś, męczy Cię to, bo bycie kimś kim się nie jest z reguły bywa męczące. Dlatego możesz temu nie sprostać. Pytanie, co wtedy? Co się stanie, jeśli oni odkryją Twoją prawdziwą "melancholiną" naturę? Reakcja może być bardzo rózna: mogą byc zaskoczeni, mogą reagować niechętnie (bo tak zazwyczaj reagują ludzie względem czegoś, co jest dla nich niezrozumiałe), ale mogą też Cię polubić właśnie taką. Cokolwiek postanowią zrobić, czy to jest naprawdę takie ważne? Ważniejsze od Twojego dobrego samopoczucia? Dlaczego?
Dlaczego masz naginać swoją osobowość dla innych ludzi? Myślisz, że oni faktycznie na to zasługują?
A dlaczego oni nie silą się na zachowania, które odpowiadałyby Tobie? Dlaczego oni nie mogliby czasem się uciszyć albo przestać się śmiać z byle powodu?
Dlaczego wszyscy mają tańczyć w tym samym rytmie?
Zdanie innych jest ważne tylko jeśli ci inni są Ci bliscy albo Cię akceptują. Nie wtedy, kiedy każą Ci się zmieniać.
Napisałaś, że nie chcesz być wyrzucona na margines. Powtórzę się, to tylko Ty zdecydujesz jak bardzo zamierzasz być obok. Jesteś górą o tyle, że jesteś samoświadoma. W przeciwieństwie do całej reszty świata, na której sympatii tak Ci zależy.
I daj sobie czas. Spokojnie, przyglądaj się temu, próbuj, eksperymentuj, obserwuj, kiedy czujesz się dobrze, a kiedy niekomfortowo. Ty decydujesz. Nikt nie każe Ci (a gdyby nawet się ośmielił, to niech popuka się w czoło) w wieku 17 lat określać swojej tożsamości! Możesz być odludkiem, który czasami rozmawia z ludźmi i smieje się "do upadłego". Możesz byc, jaka tylko chcesz.
Zapewniam, będziesz zdziwiona, ile się jeszcze zmieni:)
Co do wizyty u psychologa. Mniej więcej w tym samym czasie co Ty , wpadłam na ten sam pomysł. Też bałam się braku zrozumienia. Ale teraz widzę, że tak naprawdę to zrozumienie nie jest aż tak ważne. Równie ważne, a może nawet bardziej , jest to żeby ktoś Cię wysłuchał. Spokojnie, na chłodno wysłuchał tego co masz do powiedzenia. To naprawdę dużo daje. Dlatego przemyśl jeszcze raz wizytę u psychologa, jeśli miałaby Ci choć odrobinę pomóc, czemu by nie zaryzykowac? Tylko nie oczekuj zbyt wiele, psycholog też człowiek;)
Pozdrawiam i powodzenia.