Pozytywny introwertyk
: 25 maja 2016, 22:53
Nie bijcie mocno, jeżeli taki temat pojawił się już wcześniej. Przejrzałem szukajkę, znalazłem kilka podobnych, ale nie aż tak, by nie pokusić się o osobny wątek. Ostatnio rozglądam się trochę po forum. W trakcie czytania o problemach introwertyków (a jako nowy użytkownik zaobserwowałem, że stanowią one znaczną część wszystkich postów), uderzyły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, negatywny obraz introwertyka jako osoby przepełnionej smutkiem, trochę bezradnej wobec świata. Nie dziwi mnie on. W naturę introwertyka wpisany jest chyba taki etap, etap bałaganu, kiedy ta skłonność do kierowania uwagi do wewnątrz skutkuje tym, że mamy pod czaszką niezły chaos. Potem uświadomiłem sobie, że udało mi się chyba zażegnać ten kryzys, brak samoakceptacji i główny objaw, czyli chęć trzymania innych ludzi na dystans. To ta druga rzecz. Nie chcę się tu niczym chwalić. Wręcz przeciwnie. Wzywam pozytywnych introwertyków do ujawnienia się i może do wyklikania kilku zdań na temat tego, co zrobili, że zaakceptowali siebie, nauczyli się obcować z ludźmi i żyje im się fajnie w skórze introwertyka.
Kluczowe jest chyba słowo 'zrobili'. Introwertyk z natury jest bardziej myślicielem niż człowiekiem czynu. Jeżeli chce żyć fajnie i każdego ranka przybijać ze światem żółwika, powinien mniej myśleć a więcej robić. Zamienić zwrot 'pomyślałem sobie' na 'zrobiłem'. Myślę, że mamy pewną supermoc, która przynosi pozytywne skutki, gdy 'robić' to nasz ulubiony czasownik. Lubimy bowiem siedzieć sami, w ciszy. A w ciszy i samotności robi się sukces. Ktoś powiedział kiedyś, że szczęście przychodzi, gdy doprowadzamy rzeczy do końca. Projekty, postanowienia, cele. Takie rzeczy. Sytuacja odwrotna jest wtedy, gdy robimy coś ciągle, w kółko i bez końca. Podsumowując, zacząć robić i robić do końca. Wtedy są endorfiny, jest nieustanna motywacja.
To moje zdanie. To w dużym stopniu pomogło mi uporać się ze sobą. Jakie są Wasze rady?
Kluczowe jest chyba słowo 'zrobili'. Introwertyk z natury jest bardziej myślicielem niż człowiekiem czynu. Jeżeli chce żyć fajnie i każdego ranka przybijać ze światem żółwika, powinien mniej myśleć a więcej robić. Zamienić zwrot 'pomyślałem sobie' na 'zrobiłem'. Myślę, że mamy pewną supermoc, która przynosi pozytywne skutki, gdy 'robić' to nasz ulubiony czasownik. Lubimy bowiem siedzieć sami, w ciszy. A w ciszy i samotności robi się sukces. Ktoś powiedział kiedyś, że szczęście przychodzi, gdy doprowadzamy rzeczy do końca. Projekty, postanowienia, cele. Takie rzeczy. Sytuacja odwrotna jest wtedy, gdy robimy coś ciągle, w kółko i bez końca. Podsumowując, zacząć robić i robić do końca. Wtedy są endorfiny, jest nieustanna motywacja.
To moje zdanie. To w dużym stopniu pomogło mi uporać się ze sobą. Jakie są Wasze rady?