Wewnętrzna pustka
: 28 lip 2015, 18:19
Nie wiem czy to odpowiedni dział ale wiem, że forum na pewno odpowiednie.
Za bardzo nie wiem od czego zacząć, czuję się niezręcznie (jakbym zwierzał się na AA) bo nigdy NIKOMU nie wyżalałem się na temat takich problemów tym bardziej na forach. Zacznijmy więc od początku od mojego dzieciństwa...
Oczywiście zapewne jak większość Was nie byłem "normalnym" dzieckiem, introwertyzm towarzyszył mi od zawsze, czasami zastanawiam się czy to dar czy przekleństwo. Często preferowałem zajęcia samotnicze zawsze podążałem własnymi ścieżkami i zatracałem się do nocy w swoich zabawach. Dzieciństwo miałem lekko mówiąc nie wesołe od zawsze byłem wytykany palcem jako 'niemowa" "smutas" itp zarówno w otoczeniu rówieśników jak i rodziny. Najgorzej było w szkole podstawowej gdzie ciągle byłem ośmieszany za zabawę z dziewczynami, introwertyzm lub za moje elfie uszy. Miałem wąski krąg prawdziwych przyjaciół z którymi dzieliłem się pasją i mogłem sobie pożartować. Najbardziej irytowało mnie to, że rodzina, wychowawczyni i inni nie mogli zaakceptować mojego dziwactwa i preferencji samotnictwa na siłę próbowali mnie zmieniać a to wywoływało u mnie gniew, co jeszcze bardziej wywoływało zdumienie wśród innych. Byłem bardzo małomówny, wrażliwy i nieśmiały lecz gdy ktoś mnie zbyt nękał bądź krytykował zmieniałem się nie do poznania byłem bardzo agresywny i stanowczy co skutkowało konfliktami i rękoczynami. Lubiłem tą wewnętrzną agresję tłumioną głęboko wewnątrz mnie, pozwalała ona mi przetrwać w świecie nachalnych ekstrawertyków.
W późniejszych latach edukacji zmieniło się na lepsze, często rozbawiałem klasę do łez miałem duże poczucie humoru byłem frywolny i żartobliwy ( ale tylko powierzchownie i wśród znajomych rówieśników) niektórzy nawet nie wiedzą jaki jestem na prawdę w środku melancholijny i depresyjny, mało osób zna moją prawdziwą twarz którą zakrywam żartami i wygłupami.
Po technikum oczywiście każdy się dobrał w odpowiednie grupy by uczyć i melanżować razem na studiach. Ja oczywiście odmówiłem ( nie wiem dlaczego) i wybrałem swój własny osobny kierunek. Nie potrafię tego wyjaśnić dlaczego tak jest, że zawsze ciągnie mnie w nieznane i zawsze sam.
W dni powszednie pracuję z typowymi ( za przeproszeniem nie chce nikogo urazić) robolami, staruchami, którzy poza flaszką co weekend nie widzą życia. Zaocznie studiuję jak już wspomniałem sam, nie mam już bliskich kolegów straciłem kontakt z innymi kumplami ( z mojej winy-nie interesuje się nimi).
Ostatnio musiałem sobie darować podnoszenie ciężarów ze względu na moje zdrowie i nie daje z siebie już 110% Bardzo mnie to podłamało, może to głupie ale kocham ten sport po mimo że nie mam jakichś astronomicznych wyników lubię bić swoje własne rekordy i sprawdzać granicę wytrzymałości. Teraz nie mam nic kompletnie, nie brakuje mi ludzi, znajomych czy też przyjaciół lecz celu w życiu w którym mógłbym się realizować, poświęcić. Popadam w coraz większą alienację, czuję pustkę w sobie a zarazem muszę coś robić kreować, tworzyć, naprawiać, budować ale nie wiem co... tylko krążę po tym internecie w poszukiwaniu hobby i się coraz bardziej podłamuję.
Cała sytuacja dobija mnie na dodatek ta prostolinijność i powierzchowność ludzi w pracy, umieram wewnętrznie. Nie wiem co mam robić ze sobą, czy wy też macie wewnętrzne uczucie dążenia do celu czujecie głód osiągania wyników pokusę kreowania ?
Za bardzo nie wiem od czego zacząć, czuję się niezręcznie (jakbym zwierzał się na AA) bo nigdy NIKOMU nie wyżalałem się na temat takich problemów tym bardziej na forach. Zacznijmy więc od początku od mojego dzieciństwa...
Oczywiście zapewne jak większość Was nie byłem "normalnym" dzieckiem, introwertyzm towarzyszył mi od zawsze, czasami zastanawiam się czy to dar czy przekleństwo. Często preferowałem zajęcia samotnicze zawsze podążałem własnymi ścieżkami i zatracałem się do nocy w swoich zabawach. Dzieciństwo miałem lekko mówiąc nie wesołe od zawsze byłem wytykany palcem jako 'niemowa" "smutas" itp zarówno w otoczeniu rówieśników jak i rodziny. Najgorzej było w szkole podstawowej gdzie ciągle byłem ośmieszany za zabawę z dziewczynami, introwertyzm lub za moje elfie uszy. Miałem wąski krąg prawdziwych przyjaciół z którymi dzieliłem się pasją i mogłem sobie pożartować. Najbardziej irytowało mnie to, że rodzina, wychowawczyni i inni nie mogli zaakceptować mojego dziwactwa i preferencji samotnictwa na siłę próbowali mnie zmieniać a to wywoływało u mnie gniew, co jeszcze bardziej wywoływało zdumienie wśród innych. Byłem bardzo małomówny, wrażliwy i nieśmiały lecz gdy ktoś mnie zbyt nękał bądź krytykował zmieniałem się nie do poznania byłem bardzo agresywny i stanowczy co skutkowało konfliktami i rękoczynami. Lubiłem tą wewnętrzną agresję tłumioną głęboko wewnątrz mnie, pozwalała ona mi przetrwać w świecie nachalnych ekstrawertyków.
W późniejszych latach edukacji zmieniło się na lepsze, często rozbawiałem klasę do łez miałem duże poczucie humoru byłem frywolny i żartobliwy ( ale tylko powierzchownie i wśród znajomych rówieśników) niektórzy nawet nie wiedzą jaki jestem na prawdę w środku melancholijny i depresyjny, mało osób zna moją prawdziwą twarz którą zakrywam żartami i wygłupami.
Po technikum oczywiście każdy się dobrał w odpowiednie grupy by uczyć i melanżować razem na studiach. Ja oczywiście odmówiłem ( nie wiem dlaczego) i wybrałem swój własny osobny kierunek. Nie potrafię tego wyjaśnić dlaczego tak jest, że zawsze ciągnie mnie w nieznane i zawsze sam.
W dni powszednie pracuję z typowymi ( za przeproszeniem nie chce nikogo urazić) robolami, staruchami, którzy poza flaszką co weekend nie widzą życia. Zaocznie studiuję jak już wspomniałem sam, nie mam już bliskich kolegów straciłem kontakt z innymi kumplami ( z mojej winy-nie interesuje się nimi).
Ostatnio musiałem sobie darować podnoszenie ciężarów ze względu na moje zdrowie i nie daje z siebie już 110% Bardzo mnie to podłamało, może to głupie ale kocham ten sport po mimo że nie mam jakichś astronomicznych wyników lubię bić swoje własne rekordy i sprawdzać granicę wytrzymałości. Teraz nie mam nic kompletnie, nie brakuje mi ludzi, znajomych czy też przyjaciół lecz celu w życiu w którym mógłbym się realizować, poświęcić. Popadam w coraz większą alienację, czuję pustkę w sobie a zarazem muszę coś robić kreować, tworzyć, naprawiać, budować ale nie wiem co... tylko krążę po tym internecie w poszukiwaniu hobby i się coraz bardziej podłamuję.
Cała sytuacja dobija mnie na dodatek ta prostolinijność i powierzchowność ludzi w pracy, umieram wewnętrznie. Nie wiem co mam robić ze sobą, czy wy też macie wewnętrzne uczucie dążenia do celu czujecie głód osiągania wyników pokusę kreowania ?