Most do nowych ludzi - fajne. Aż mi wyhaczyło z mózgu parę wspomnień. Pomimo że ja jakoś nigdy na warunki narzekać nie mogłem - mam dobrą gadkę, potrafię się uśmiechać i od czasu do czasu przeskakiwać coraz wyżej podnoszoną poprzeczkę społecznych wyzwań, to był taki moment, że pomocna dłoń osoby trzeciej okazała się być elementem, który nadał pędu mojemu bytowaniu. Otóż mam takiego ekstrycznego kuzyna, nawet o nim pisałem parę razy w innych tematach, rówieśnika. I jakoś tak w życiu mi się poukładało, że w wakacje przed drugą klasą licbazy jakimś trafem, którego okoliczności już nie pamiętam, pojechałem do niego na wakacje. Wcześniej, jeśli już u niego byłem, to spędzałem cały czas przy komputerze. Ale tym razem było inaczej. Pamiętam, że dałem się wyciągnąć do parku... Siedziałem sobie samotnie na ławce, obserwując ludzi zgromadzonych przy ognisku, gdy usiadła obok mnie pewna brązowooka niewiasta, pozdrowiwszy mnie zdawkowym i znienawidzonym, wydawać by się mogło, w introwertycznym gronie "Cześć, co tam?". Odrzekłem "Łał, ależ twój głos jest podobny do głosu pewnej mojej koleżanki", myśląc tak naprawdę "Łał, jesteś najpiękniejszą istotą jaką w życiu widziałem"

. Nagle znalazła się motywacja do spędzania czasu na zewnątrz między ludźmi, przesiadywania nocami przy ognisku, w parku na ławce, na przystanku autobusowym. Zawsze wszyscy stawiali się o stałej porze w tym samym miejscu, bo telefony komórkowe jeszcze nie były tak rozpowszechnione, po czym co noc rozpoczynała się nowa przygoda. Jezu, jaki ja wtedy byłem radosny. Jak teraz patrzę na zdjęcia z tamtego okresu, to mam takie feelsy, że aż mnie ściska w środku. I nawet nie pamiętam, żeby te wszystkie interakcje wysysały ze mnie życie. Ba, sam się do nich garnąłem. I tak od słowa do słowa - pierwsze piwko, pierwszy joincik, pierwsze bliższe i bardzo bliskie kontakty z dziewczynami. Marcin, gdybyś to kiedyś czytał jakimś cudem - dzięki Ci za to

Oczywiście kuzyn miał nastawienie "ja cię wyciągnę do ludzi, nauczę imprezować", ale mieścił się z tym w granicach tolerancji, a mnie napędzały dodatkowo hormony, popęd płciowy i ładnie się to wszystko zgrało. Po tamtych wakacjach nagle się okazało, że mam mnóstwo tematów do rozmów z ludźmi, z którymi wcześniej nie potrafiłem zamienić nawet pół słowa. Potem rozpoczął się sezon osiemnastkowy, rodzice zrobili się bardziej liberalni, a ja byłem już "odkorkowanym" człowiekiem i reszta potoczyła się z górki. Właściwie to teraz zauważyłem, że dziczeję na nowo. Kuzyn oczywiście jest i zawsze dzwoni, będąc w pobliżu, żeby wyciągnąć gdzieś do ludzi, ale jakoś jestem oporny. Nie wiem dlaczego. What have I become? Ale to już temat na inną bajkę dzieci :*
Tych fajnych ekstrysi jest w moim życiu więcej, żeby nie było, ale temu wyżej przytoczonemu przypisuję najistotniejszą rolę w procesie mojego wyjścia ze społecznego stanu wegetatywnego.