Strona 6 z 9

: 27 sty 2009, 16:12
autor: qb
zsasz pisze:No coz. Po prostu ekstrawertycy rzadko rozumieja introwertykow. Cos o tym wiem. Rozumiem cie, ze ci sie ta dziewczyna podoba, bo introwertykom czestokroc potrzeba takich towarzyskich, tryskajacych energia osob. Niestety osoby introwertyczne nie sa rozumiane przez ekstrawertykow, czesto uwazane za smutasow, flegmatykow, nieciekawych ludzi. Taka jest smutna prawda. Pewnie dlatego tak czesto introwertycy marza o tym jak zmieniaja sie w lubianego przez wszystkich ekstrawertyka z masa znajomych, imprezujacego, bawiacego sie w duzym gronie osob, czerpiacego z zycia garsciami.
Powiedział bym, że to czy rozumiemy innych czy nie zależy od inteligencji emocjonalnej. Oczywiście to czy ktoś jest intro/ekstra jakiś tam wpływ pewnie ma ale nie na tyle duży, żeby przypisywać to większości.

: 27 sty 2009, 16:44
autor: zsasz
Hmm... Bycie intro czy ekstra nie zawsze, ale czesto wiaze sie z okreslona samoocena. Naukowo udowodnione jest, ze mimo iz przeciwienstwa sie przyciagaja, to nie moga trwac ze soba w szczesciu przez dluzszy okres. Zgodze sie z tym, ze to czy odnajdziesz sie w szczesliwym zwiazku nie jest tylko sprawa doboru intro-intro czy ekstra-ekstra. To by bylo za duze uproszczenie. Oczywiscie moga byc zwiazki bardzo intro z bardzo ekstra, ale zaloze sie, ze nie beda one szczesliwe, a mowiac o tworzeniu zwiazku mialem na mysli zwiazki szczesliwe i dlugotrwale.

Re: który związek lepszy?

: 23 sie 2009, 18:55
autor: Akolita
Pragnąc odświeżyć ten jakże fascynujący, acz lekko zakurzony temat powiem tak:
Nie wierzę w miłość i to, że jest ona spoiwem związków, które zapewnia szczęście.
Jednak trzy, czy cztery razy zdarzyło mi się w związkach bywać (aktualnie w jednym nadal siedzę), i w moim przypadku lepiej, póki co, egzamin zdaje związek z ekstrawertykiem.

Re: który związek lepszy?

: 28 sie 2009, 12:54
autor: Ausencia
Akolita pisze:Pragnąc odświeżyć ten jakże fascynujący, acz lekko zakurzony temat powiem tak:
Nie wierzę w miłość i to, że jest ona spoiwem związków, które zapewnia szczęście.
Jednak trzy, czy cztery razy zdarzyło mi się w związkach bywać (aktualnie w jednym nadal siedzę), i w moim przypadku lepiej, póki co, egzamin zdaje związek z ekstrawertykiem.
Nic dziwnego, z eksrawertykami w ogole jest łatwiej.
W dowolnym towarzystwie, to ekstrawertycy mają najwieksze powodzenie - w kazdym mozliwym znaczeniu tego slowa.

A co do miłosci, ja sobie wierzę. Błogosławieni, ktorzy nie doświadczyli a uwierzyli.
Ha.

Re: który związek lepszy?

: 29 sie 2009, 19:13
autor: Inno
Akolita pisze:Nie wierzę w miłość i to, że jest ona spoiwem związków, które zapewnia szczęście.
Znaczy, nie wierzysz w istnienie miłości?
Co jest dla Ciebie spoiwem związku, które zapewnia szczęście?
Ausencia pisze:Nic dziwnego, z eksrawertykami w ogole jest łatwiej.
Jestem przekonana, że mnie z ekstrawertykiem byłoby trudniej. :P

Re: który związek lepszy?

: 29 sie 2009, 21:50
autor: Akolita
Nie wierzę w miłość. Jeśli dwoje ludzi wierzy w miłość, to ich związek spawa wiara w to, że między nimi istnieje miłość. Innymi słowy - złudzenie tego uczucia do siebie nawzajem pomaga im trwać w związku. Z miejsca zastrzegam, nie będę czytać wszelakich prób przekonania mnie do racji innych niż moja własna. Ja nikogo nie staram się nawracać do moich przekonań, toleruję to, że ludzie wierzą w miłość i w zamian oczekuję tolerancji wobec mojego stanowiska.
Pytałaś o spoiwo zapewniające szczęście - nie mam pojęcia, czy takie coś w ogóle istnieje. Nie jestem szczęśliwa i trudno mi uwierzyć w to, że kiedyś będę. A już z pewnością ciężko mi przyjąć do świadomości, że owym gwarantem, szczęścia będzie miłość. :P Po prostu - jestem z drugim człowiekiem w układzie, który jest dla mnie (z tego, co sam mówi to dla niego także) korzystny, wygodny i przyjemny. Moim zdaniem spoiwo gwarantujące szczęście po prostu nie istnieje, ale jeśli ktoś czuje i myśli inaczej to niech mu się powodzi, piję za jego zdrowie.
Mój związek utrzymuje się dzięki kompromisom i zagwarantowaniu sobie nawzajem takiej swobody, jakiej nam potrzeba. Tu nie ma miłości. Nigdy nie było i, mam nadzieję, nie będzie. Nie jestem typem romantyka, wszelkie zewnętrzne przejawy wzruszeń postrzegam jako słabość i coś żenującego, lepiej mi żyć bez takich atrakcji. ;P

Re: który związek lepszy?

: 29 sie 2009, 22:59
autor: Inno
Akolita pisze:Z miejsca zastrzegam, nie będę czytać wszelakich prób przekonania mnie do racji innych niż moja własna.
XD Fajne :P Nie mam zamiaru do niczego Cię przekonywać, po prostu byłam ciekawa.
Ja nie neguję istnienia zjawiska miłości, ale uważam, że sama miłość nie jest wystarczającym czynnikim do utrzymania satysfakcjonującego (poziomu) związku.
Akolita pisze:Pytałaś o spoiwo zapewniające szczęście - nie mam pojęcia, czy takie coś w ogóle istnieje. Nie jestem szczęśliwa i trudno mi uwierzyć w to, że kiedyś będę.
Z tego, co napisałaś później, rozumiem, że nie chodzi o to, że nie jesteś szczęśliwa w związku, ale, że nie jesteś szczęśliwa w ogóle w życiu i to rzutuje też na (nie)szczęście w związku?

Re: który związek lepszy?

: 30 sie 2009, 6:40
autor: Akolita
Inno pisze: XD Fajne :P Nie mam zamiaru do niczego Cię przekonywać, po prostu byłam ciekawa.
O to, czy Ty mnie zmolestujesz byłam spokojna, wiem, że nie narzucasz nikomu swojej racji a jedynie lubisz zaspokajać ciekawość. To była informacja dla inszych. :twisted:
Inno pisze: Z tego, co napisałaś później, rozumiem, że nie chodzi o to, że nie jesteś szczęśliwa w związku, ale, że nie jesteś szczęśliwa w ogóle w życiu i to rzutuje też na (nie)szczęście w związku?
Dokładnie tak. Nie jestem szczęśliwa w życiu, acz akurat związek w wielu sytuacjach pomaga nieco osłodzić tę gorycz. W końcu, gdy mam wyjątkowo zły dzień, zawsze pod ręką jest ktoś, komu kołopauły to nie lata i z chęcią pomoże wszelakim problemom zaradzić. I vice versa - świadomość, że bywam dla kogoś użyteczna daje satysfakcję. :)

Re: który związek lepszy?

: 30 sie 2009, 15:49
autor: Ausencia
Zastanawiam się, czy ta wiara w to, że istnieje pewna więź łącząca dwoje, o której pisała Akolita, to aby nie jest właśnie miłość. Samo słowo "miłość" ostatnimi czasy zdaje się być nieco przereklamowane, niemniej wydaje mi się, że uczucie jako takie istnieje. Co więcej, jest ono w swoim rzeczywistym wymiarze całkiem prozaiczne. To tylko ludzie mają tendencję do nadawania mu romantycznego wydźwięku za wszelką cenę.

Re: który związek lepszy?

: 30 sie 2009, 16:51
autor: Akolita
Jeśli jednak więź między dwojgiem ludzi trwa, załóżmy, pół roku, po czym wszystko się kończy jakąś kłótnią/ zdradą/ nieporozumieniem/ znudzeniem etc, to czy wówczas można mówić, że była to miłość? Podobno miłość jest trwała, więc owa zerwana więź między nimi musiałaby być czymś innym. Ktoś z Was pewnie powie - zauroczenie. Dobra, zgadzam się z tym, myślę nawet, że można by znaleźć też kilka innych, bardziej skomplikowanych przyczyn więzi, niż miłość i zauroczenie.
Zgodzę się z Ausencją odnośnie tych sytuacji, gdzie dwoje ludzi rzeczywiście trwa przy sobie długo i obojgu zależy na tym, by ten stan utrzymać. Tę więź chyba można nazwać miłością. Co do innych przypadków to nie mam pewności. ;)
Ausencia pisze:Samo słowo "miłość" ostatnimi czasy zdaje się być nieco przereklamowane, niemniej wydaje mi się, że uczucie jako takie istnieje. Co więcej, jest ono w swoim rzeczywistym wymiarze całkiem prozaiczne. To tylko ludzie mają tendencję do nadawania mu romantycznego wydźwięku za wszelką cenę.
Tak, te słowa brzmią dla mnie całkiem przekonująco. W literaturze, filmie, czy ogólnie pojętej kulturze to uczucie rysuje się zawsze w jaskrawych, by nie rzec, oczojebnych, barwach. Najlepiej jeszcze całość mocno udramatyzować, ukazać ludzi jako przewrażliwione, wybuchające eksplozją sprzecznych emocji, zaślepione i ogłupiałe istoty. Tego wizerunku danego uczucia jest wszędzie tak dużo, że wkradł się on już do obecnej w ludzkiej świadomości definicji miłości. Nie potrafię się z tym zgodzić, mam zupełnie inne wyobrażenie na temat tego, co sprawia, że ludzie chcą spędzić całe życie razem.

Re: który związek lepszy?

: 30 sie 2009, 18:42
autor: Ausencia
Właśnie. A przeciez chodzi o prostotę, o rodzaj zwyczajnego szczęścia, ktore mieści się chyba w drobnych codziennych przejawach zycia z drugim człowiekiem. Nie będę rozwijac, bo za mało wiem na ten temat - jestem dobra wyłącznie w teorii ; ). W każdym razie cały ten szum medialny sprawia, ze "miłośc" brzmi tandetnie i kojarzy się z promocją kosmetykow w centrum handlowym.

Co do więzi, wiadomo, nie zawsze łatwo jednoznacznie je określic. Dlatego myślę, ze o uczuciach lepiej milczec.

Re: który związek lepszy?

: 31 sie 2009, 12:04
autor: Inno
Akolita pisze:Jeśli jednak więź między dwojgiem ludzi trwa, załóżmy, pół roku, po czym wszystko się kończy jakąś kłótnią/ zdradą/ nieporozumieniem/ znudzeniem etc, to czy wówczas można mówić, że była to miłość?
Zdania są podzielone. Dla jednych nie ważna jest długość, ale intensywność uczuć, i jeżeli w danym momencie czuli, że kochali, to była to według nich miłość, nie ważne, że na kilka miesięcy/lat.
Akolita pisze:Podobno miłość jest trwała, więc owa zerwana więź między nimi musiałaby być czymś innym.
Trwała = na całe życie? Rzadko się zdarza. Większość ludzi takiej nie doświadcza, być może nie jest dla nich dostępna
Akolita pisze:Zgodzę się z Ausencją odnośnie tych sytuacji, gdzie dwoje ludzi rzeczywiście trwa przy sobie długo i obojgu zależy na tym, by ten stan utrzymać. Tę więź chyba można nazwać miłością.
Ale to nie musi mieć nic wspólnego z miłością. Może mieć natomiast bardzo dużo ze strachem przed samotnym życie, lękiem przed opinią społeczną, poświęcaniem się dla „dobra” dzieci itp. itd.


W naszej kulturze utrwaliło się uważać za miłość ten początkowy, „romantyczny” stan związku, i uważać za niezbędne składowe te wszystkie motylki w brzuchu, fajerwerki, pływanie w obłokach, miłosne haje etc. Problem w tym, że to tylko jeden z etapów i wcale nie musi tak przebiegać, trwa ok. 3 lata, potem ewoluuje, zmienia się. Ale ilu ludzi po tych kilku latach nagle stwierdza, że miłości już nie ma, bo zniknęło odurzenie i efektowne zawroty głowy (a przecie to świadczy o miłości), oskarża, że ty mnie już nie kochasz. No i rozpad związku i leci się do następnego/następnej w determinacji poszukiwania motylków (prawdziwych lub wyimaginowanych).

Re: który związek lepszy?

: 08 gru 2009, 13:43
autor: Hikikomori
Inno pisze:
Akolita pisze:Jeśli jednak więź między dwojgiem ludzi trwa, załóżmy, pół roku, po czym wszystko się kończy jakąś kłótnią/ zdradą/ nieporozumieniem/ znudzeniem etc, to czy wówczas można mówić, że była to miłość?
Zdania są podzielone. Dla jednych nie ważna jest długość, ale intensywność uczuć, i jeżeli w danym momencie czuli, że kochali, to była to według nich miłość, nie ważne, że na kilka miesięcy/lat.
Akolita pisze:Podobno miłość jest trwała, więc owa zerwana więź między nimi musiałaby być czymś innym.
Trwała = na całe życie? Rzadko się zdarza. Większość ludzi takiej nie doświadcza, być może nie jest dla nich dostępna
Akolita pisze:Zgodzę się z Ausencją odnośnie tych sytuacji, gdzie dwoje ludzi rzeczywiście trwa przy sobie długo i obojgu zależy na tym, by ten stan utrzymać. Tę więź chyba można nazwać miłością.
Ale to nie musi mieć nic wspólnego z miłością. Może mieć natomiast bardzo dużo ze strachem przed samotnym życie, lękiem przed opinią społeczną, poświęcaniem się dla „dobra” dzieci itp. itd.


W naszej kulturze utrwaliło się uważać za miłość ten początkowy, „romantyczny” stan związku, i uważać za niezbędne składowe te wszystkie motylki w brzuchu, fajerwerki, pływanie w obłokach, miłosne haje etc. Problem w tym, że to tylko jeden z etapów i wcale nie musi tak przebiegać, trwa ok. 3 lata, potem ewoluuje, zmienia się. Ale ilu ludzi po tych kilku latach nagle stwierdza, że miłości już nie ma, bo zniknęło odurzenie i efektowne zawroty głowy (a przecie to świadczy o miłości), oskarża, że ty mnie już nie kochasz. No i rozpad związku i leci się do następnego/następnej w determinacji poszukiwania motylków (prawdziwych lub wyimaginowanych).


Witam,
Jestem nowy na tym forum, wiec się przedstawię. Jestem Hikikomori. Poruszyliście bardzo ciekawy temat. Zgadzam się z powyższym cytatem. Ja akurat wierze w miłość i też jestem zdania, że ona się kształtuje długo, żeby nie powiedzieć-bardzo długo. Taka natura w nas introwertykach, że dużo czasu poświęcamy analizowaniu, ale i też posiadamy dużo większą siłę uczuć. Byłem w paru związkach z ekstrawertyczkami, szczerze wam powiem, że większość introwertyków będzie się fascynowała ekstrawertykami z różnych pobudek, pociągają i będą oni nas pociągać. Tyle, że to dla nas owoc zakazany (nie mówię, że taki związek nie ma szans powodzenia),na pewno będzie dużo męczenia się, dla wielu będzie to bolesne doświadczenie( nie życzę nikomu tego). Dlatego warto w takim związku uświadomić ekstrawertyka czym jest introwertyzm, a będzie to trudne dla niego/niej. Będzie to na pewno pomocne i da wiele odpowiedzi ekstrawertykowi i jeżeli są już motylki w brzuchu/bujanie w obłokach , to ułatwi to związek. Sam jestem ciekaw związku z introwertyczką. Jeżeli ktoś ma takie doświadczenie (mam na myśli intro+intro) to proszę podzielcie się doświadczeniami.

Re: który związek lepszy?

: 08 gru 2009, 22:32
autor: Inno
Hikikomori pisze:Witam, Jestem nowy na tym forum, wiec się przedstawię. Jestem Hikikomori.
Cześć. :)
Hikikomori pisze:Sam jestem ciekaw związku z introwertyczką. Jeżeli ktoś ma takie doświadczenie (mam na myśli intro+intro) to proszę podzielcie się doświadczeniami.
Ja mam, ale związek świeży, więc na razie wszystko idzie gładko i świetnie się układa. :wink:
Chciałam mieć chłopaka introwertyka, trudno mi sobie wyobrazić przyjemność ze związku z typem ekstra. W końcu pojawiłoby się mnóstwo konfliktów, a ja byłabym znużona tym natłokiem ekstrawertycznych potrzeb faceta. Z introwertykiem mi bliżej, jeśli chodzi o partnerskie życie, a poza tym nie fascynują mnie jakoś ekstrawertycy, ale właśnie introwertycy - outsiderstwo (z wyboru), samotnictwo, ta tajemniczość bogatego życie wewnętrznego, pozór niedostępności - to fajne rzeczy są. :D

Re: który związek lepszy?

: 09 gru 2009, 7:53
autor: Hikikomori
Hmmm.... mam nadzieje, że poznam jakąś intro, to była by miła odmiana. Niestety ciężko będzie znaleźć bo jak na ironię oboje "ukrywamy się" w domach:P Chociaż ja lubię czasem wyjść do ludzi, więc może się natknę na kogoś takiego:D