Teraz to już mnie rozpacz ogarnęła...
Znajomy ekstra wyciągnął mnie do knajpy. Ok, szlag mnie nie trafi jak od czasu do czasu "wyjdę do ludzi"
I znajomy tego chyba pożałował... Nie dość, że w knajpie niedaleko siedziała banda orangutanów wydająca odgłosy jak by był okres godowy (za dużo piwa najwyraźniej) to jeszcze działał telewizor z bardzo głośną muzyką. I nie szło normalnie gadać, trzeba by było krzyczeć. Dla mnie średnio przyjemne środowisko, dla znajomego super klimat. I jeszcze mega zdziwiony, że "nie integruje się". Wychodzi na to, że powinniśmy non stop drzeć morde.
JA PIERDOLE
Po powyższym stwierdziłem i przyjąłem następującą zasadę:
jeżeli masz znajomego skrajnego ekstrawertyka (patrz wyżej) to SPIERDALAJ od niego gdy si tyko da, unikaj kiedy tylko się da. O tym, że ten osobnik nie jest w stanie zrozumieć iż mamy odmienne temperamenty nie wspomnę.