O mój Boże, temat dla mnie

Przez całe życie, ludzie próbują ogarnąć "jaki ja mam problem na psychice' i ci według ich uznania wypytywanie mnie, wyjdzie mi na dobre. Najbardziej wkurzające pytania ever, którymi ludzie męczą mnie na co dzień:
CO TAM? < #1 >
Czemu jesteś taka cicha?
Coś się stało?
Płaczesz?
Co lubisz? [ w ramach akcji "nie wiem o czym z tobą rozmawiać, ale pobawię się w 'dobrego przyjaciela' - chociaż praktycznie go nie znam. Nienawidzę takich ludzi ale to btw ]
Dobrze się czujesz? [ bo jestem dość bladą osobą, która nie uśmiecha się jak debil ciągle, raczej poważna taki mój 'urok' ]
Dlaczego nic nie mówisz?
Masz jakieś koleżanki na wsi? [ mój hit gdy byłam w gimnazjum, ze strony nauczycielki gdy nie chciałam integrować się z innymi ]
2. - Ej czemu się nie uśmiechasz?
- nie widzę powodu do bezsensownego szczerzenia japy
- no co ty! świat jest przecież taki piękny! uśmiechnij się! ( + uśmiech debila)
- grrr....
(typowy dialog po którym mam ochotę urwać głowę osobie z która rozmawiałam)
ojezu... dokładnie mam tak samo. Słowo w słowo. Po co szczerzyć ryja bez powodu np. siedzę na korytarzu i "dlaczego się nie uśmiecham". A do czego mam się cieszyć?! Do ściany?!
3.
- Idziesz na urodziny X/imprezę/dyskotekę (itp.) ?
- Raczej nie.. nie lubię zbytnio imprez
- No co ty, trzeba się integrować! Dawaj, nie ma co siedzieć w domu, będzie fajnie, alkohol i w ogóle
- yy przypomniało mi się, że wyjeżdżam..
(zazwyczaj wymyślam na poczekaniu jakąś wymówkę, bo odpowiedź 'nie chce mi się' już nie wystarcza i trują mi tyłek cały dzień)
U mnie chcą zazwyczaj zobaczyć, czy ja wgl piję. I piję, bo nie mogę znieść ich towarzystwa, bo zmuszałam się do bycia 'względnie normalną' poprzez przebywanie z innymi moimi rówieśnikami i dawałam się wyciągnąć z parę razy na coś takiego, jeżeli ktoś chciał mojej obecności. Im bardziej nudne, męczące towarzystwo, tym bardziej narąbana wracałam. A potem tylko totalne upokorzenie czułam. :F Ja się poddaje, siedzę w domu i nołlajfię, a moje postanowienie noworoczne, to bycie taką jaką jestem, nawet jak wyjdę na aspołecznego dziwaka. Wracam do tradycji mówienia "nie mogę przyjść, bo mam za dużo pracy/bo źle się czuję" albo zwyczajnie przyznaję, że nie lubię takich imprez. Wyjdę na gbura, ale co mi tam.